Paryż, Berlin, Anatewka, czyli musicalowa podróż przez świat

W pierwszych minutach koncertu „Musicale świata” zastanawiałam się, czy spontanicznie podjęta decyzja o kupnie biletów była słuszna. Wydarzenie w Nowohuckim Centrum Kultury rozpoczęło się od utworów z „Notre Dame de Paris”. Nie da się ukryć, że spektakl zrealizowany przez gdyński Teatr Muzyczny zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko pod każdym względem i już chyba zawsze będzie zajmował wyjątkowe miejsce w mojej pamięci. Kiedy więc zaczęła się uwertura, zagrana płasko i bez wyrazu, poczułam ogromny zawód. Utwory z musicalu, które się następnie pojawiły, nie poruszyły mnie.

Na szczęście potem było już tylko lepiej.

Anita Steciuk, kiedy tylko pojawiła się na scenie, wniosła na nią ogromną energię i żywiołowość. Była jednym z trojga wykonawców, których usłyszałam na żywo po raz pierwszy. Bardzo spodobał mi się jej głos i sceniczne emploi. „Przetańczyć całą noc” z „My Fair Lady” pasowało do niej jak ulał, podobnie jak „Życie kabaretem jest” w drugiej części koncertu. Dużą dozę poczucia humoru pokazała w utworze „Primadonna” – jako Carlotta z „Upiora w Operze” świetnie wpisała się w jego komediową stylistykę.

Weronika Bochat-Piotrowska, znana m.in. jako disneyowska Vaiana, najpierw pojawiła się razem z Łukaszem Talikiem w piosence „Rzeka marzeń” – ich duet okazał się urzekający. Wokalistka miała też okazję zaprezentować się solo. Jej silny głos dobrze zabrzmiał w utworze z musicalu „Mamma Mia”, opartego na piosenkach ABBY. Początek rozdzierająco smutnego „Sama wciąż” z „Nędzników” był nieco zbyt mocny – ale tylko początek.

Wspomniany Łukasz Talik, ostatni z wykonawców, którego wcześniej nie miałam okazji słyszeć na żywo, na początku koncertu wydawał się nieco spięty. Zupełnie niepotrzebnie. Sprawdził się zarówno w duetach (oprócz wspomnianego wykonał wraz z Edytą Krzemień „O tyle proszę cię”), utworach zbiorowych, jak i solowych. Wyjątkowo poruszająco, głębokim, pełnym emocji głosem zaśpiewał „Gwiazdy”– song Javerta. W ogóle ostatni set koncertu – z „Nędzników” właśnie (utwory z musicali na podstawie powieści Victora Hugo stały się swoistą klamrą wydarzenia) – zrobił na mnie wielkie wrażenie. Kolejny fragment spektaklu, „Daj mu żyć”, został przejmująco zinterpretowany przez Damiana Aleksandra.

Kiedy oglądam Tomasza Steciuka, na myśl przychodzi mi określenie „sceniczna bestia”. Oglądanie go to doświadczenie wyjątkowe. Czuje się na scenie jak ryba w wodzie. Czy to na deskach teatralnych, czy podczas koncertu – nie można oderwać od niego wzroku. Jako Tewje w „Gdybym był bogaczem” stworzył miniaturę aktorską godną największych braw. Z lekkością i nutą autoironii bawił się swoimi upiorno-wampirycznymi wcieleniami (pelerynę mógłby nosić na co dzień). Przyznam, że nie miałam wielkiej nadziei na to, że właśnie on wykona z Edytą Krzemień najsłynniejszy duet z „Upiora w Operze” – tym większa była moja radość. Chociażby dla tego momentu warto było przyjechać na koncert.

„Skrzypka na dachu” w wersji filmowej oglądałam niezliczoną ilość razy. Opowieść o losach żydowskich mieszkańców Anatewki zawsze mnie wzrusza, a „Sunrise, Sunset” niezmiennie wyciska łzy. Tak było i tym razem. Jedna z najpiękniejszych pieśni o przemijaniu (w polskiej wersji „To świt, to zmrok”) w wykonaniu wszystkich artystów miała niezwykłą głębię i intensywność.

Określenie „anielski głos” jest niewątpliwie wyświechtane, ale czy jakieś inne pasuje lepiej do Edyty Krzemień? To niepospolita artystka, rzeczywiście jakby trochę z innego świata. Jej elegancki i czysty sopran w utworach „Wspomnij mnie” czy „Pamięć” czarował od pierwszej do ostatniej sekundy. A „Nie żegnaj mnie, Argentyno”, zaśpiewane z ulotną nutą melancholii, była dla mnie najbardziej poruszającą chwilą koncertu.

Podczas tego wieczoru artystom towarzyszyła Orkiestra Staussowska „Obligato” pod dyrekcją Jerzego Sobeńki. Nie wiem, czy była to wina akustyki sali, czy nagłośnienia tego konkretnego koncertu, ale jej brzmienie nieco rozczarowywało. Zdaję sobie sprawę, że w sali widowiskowej domu kultury (a nawet centrum kultury) nie da się osiągnąć takiego efektu, jak w Operze i Filharmonii Podlaskiej (TE organy!) czy w gdyńskim Teatrze Muzycznym. Jednak w wielu momentach smyczki były słabo słyszalne, perkusja dość monotonna. W uwerturach do „Notre Dame…” czy „Upiora w Operze” zabrakło głębi i siły.

Na zakończenie jeszcze słowo o oprawie koncertu. Szacunek dla artystów i ich pracy wymaga, by do prowadzenia rzetelnie się przygotować. Nietaktem jest (kilkukrotne!) mylenie nazwiska jednej z wykonawczyń. Jeśli nie zna się tytułów w oryginalnym brzmieniu, zagranicznych nazwisk aktorów – lepiej po prostu je pominąć. Żarty, które nie przystają do tematyki koncertu ani klasy artystów, są nie na miejscu.

Na szczęście nie zawiodło to, co było tego wieczoru najważniejsze – niezrównani wykonawcy uczynili podróż przez najsłynniejsze musicalowe motywy wyjątkową.

5 stycznia 2020r., „Musicale Świata”, Nowohuckie Centrum Kultury, Kraków

Wykonawcy:
Damian Aleksander
Weronika Bochat-Piotrowska
Edyta Krzemień
Anita Steciuk
Tomasz Steciuk
Łukasz Talik
Orkiestra Straussowska „Obligato”


Ten wpis został opublikowany w kategorii KONCERTY. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.