Sałatka jest ważniejsza od liścia, czyli przykazania korpo-musicalu

Musical o korporacji? Serio?

Przez dłuższy czas, kiedy przeglądałam repertuar Teatru Rozrywki, omijałam wzrokiem ten tytuł. Uwielbiam spektakularne, widowiskowe, eskapistyczne opowieści, najlepiej z przejmującą historią miłosną na pierwszym planie – a opis tego spektaklu zupełnie mi do tej wizji nie pasował.

Aż pewnego wieczoru miałam okazję zamienić kilka słów z panem Tomaszem Steciukiem, który bardzo musical polecał. Rzec by można, że „każda pliszka swój ogonek chwali” (Steciuk gra w przedstawieniu jedną z głównych ról), a z drugiej strony – skoro KTOŚ TAKI mówi, że warto…

Tak czy inaczej – zaczęłam bardziej przychylnie patrzeć na tytuł, a kiedy wreszcie we wrześniu nadarzyła się okazja – wybrałam się do teatru…

Pierrepont Finch jest czyścicielem okien. Jego ambicje sięgają jednak wyżej niż okna ostatniego piętra biurowca, które czyści. Stosując się do zasad cynicznego poradnika „Jak odnieść sukces w biznesie, zanadto się nie wysilając”, postanawia zrobić karierę. A że akurat myje szyby w firmie produkującej zawiasy… Przypadkowe spotkanie z jej potężnym szefem, J.B. Biggleyem, otwiera mu możliwość wspinania się po szczeblach korporacyjnej drabiny. Zaczyna od działu przesyłek – jednak od czego przekonanie o własnej wyjątkowości i podręczny poradnik?

Finch jest inteligentny, bystry, szybko się uczy, umie wykorzystywać nadarzające się okazje. Widz w pewnym momencie uświadamia sobie, że kibicuje karierowiczowi, który doskonale opanował sztukę manipulowania innymi. Kiedy jednak dochodzi do takiego wniosku – jest już za późno. Bohater, który zachowuje jednak w tym wszystkim jakieś okruchy uczciwości, trzyma go już w garści. I można się tylko zastanawiać, na ile to zasługa libretta, a na ile – aktora w roli głównej.

Bo Kamil Franczak gra tak, że nie sposób nie trzymać kciuków za to, by jego postaci się udało. Jest trochę jak mrówka przeciwko gigantowi, jak pani z kasy, która postawiła się Biedronce. Fakt, gra tymi samymi kartami, co korporacja, ale wybacza się mu, bo przecież jest na straconej pozycji. Osiągając kolejne stopnie kariery, jest zarówno bezczelny, jak i rozczulający. I chyba do końca wierzy się, że jego hipokryzja ma na celu nie tylko osiągnięcie tytułowego sukcesu, ale i obnażenie stosunków panujących w firmie. Ogląda się i słucha Franczaka z niekłamanym zachwytem – jest absolutnie zjawiskową sceniczną osobowością. We wspólnych scenach staje się równorzędnym partnerem dla – przecież dużo bardziej doświadczonego scenicznie – Tomasza Steciuka.

Jego J.B. Biggley to wszechmocny szef firmy, przed którym drżą współpracownicy, a który jednocześnie obawia się żony, nie umie przeciwstawić się kochance, dla ukojenia nerwów robi na drutach, a ukochanej drużynie baseballowej kibicuje z entuzjazmem nastolatka. Oglądanie Steciuka, tego, jak bawi się rolą, jak doskonale wpisuje się w komediowy charakter postaci, nigdy nie przeszarżowując – to prawdziwa uczta.

„Jak odnieść sukces w biznesie…” to opowieść o konformizmie, cwaniactwie, dążeniu do celu za wszelką cenę, nieustannej presji, „podgryzaniu się”, kombinowaniu i manipulacji, ubrana w sceniczne szatki farsy. Farsa ta skrojona jest na miarę (jakby zgodnie z regułami poradnika: „Jak odnieść sukces w teatrze”), świetnie poprowadzona, z historią, która toczy się składnie od sceny do sceny i wciąga. Wszystko jest w niej akuratne. Fragmenty wokalne sprawnie przeplatają się z mówionymi dokładnie w tym momencie, w którym widz tego oczekuje. Sceny taneczne przykuwają uwagę a to niecodziennymi okolicznościami (męska toaleta), a to nietypową choreografią. I zapewne dlatego odbiera się ją pozytywnie, lekko i z uśmiechem. Poważniejsze pytania pojawiają się w głowie po spektaklu.

Teatr Rozrywki nie ma tak wielkiej sceny, jak np. gdyńska, nie ma zapewne takiego budżetu jak warszawska „Roma”, ale dzieją się tu rzeczy wyjątkowe. To zasługa fantastycznego zespołu – aktorskiego, wokalnego, tanecznego, muzycznego. Trudno nie wspomnieć o Wioletcie Białk – energicznej Smitty, uwodzicielskiej Wiolecie Malchar-Moś jako Hedy LaRue czy absolutnie mistrzowskiej Izabelli Malik w roli sekretarki szefa – panny Jones. To spektakl komediowy, więc grane przez nie bohaterki są stereotypowe, przerysowane, ale nie karykaturalne. Panowie Jarosław Czarnecki, Marek Chudziński, Dominik Koralewski czy Andrzej Lichosyt zapadają w pamięć nawet w mniejszych rolach. Nie sposób też nie wspomnieć o paniach sprzątaczkach – Dagmarze Żuchnickiej i Ewie Grysko – są na scenie króciutko, ich role są prawie nieme, ale zwracające uwagę.

W Teatrze Rozrywki zawsze można liczyć na wspaniałych gości – nie inaczej jest w tym spektaklu. O Steciuku była mowa wcześniej. Wspaniała Dominika Guzek jako Rosemary – młodziutka, szukająca miłości, jeszcze niezmanierowana sekretarka – ożywia wątek uczuciowy, który jest pobocznym i z pewnością słabszym ogniwem spektaklu. Kamil Baron w roli wrednego „Wiecie, kim ja jestem” Buda, bratanka dyrektora, budzi niechęć, a jednocześnie wywołuje salwy śmiechu (szczególnie, gdy dzwoni, by poskarżyć się mamusi).

Libretto musicalu autorstwa Abe’a Burrowsa i spółki w istocie powstało w oparciu o książkę Shepherd Mead „How to Succeed in Business Without Really Trying. The Dastard’s Guide to Fame and Fortune” z 1952 roku. Sam musical Franka Loessera miał premierę na Broadwayu w 1961 roku. Nic więc dziwnego, że„This Is a Man’s World”. Kobiety w firmie mogą być co najwyżej sekretarkami. Sekretarka „nie jest zabawką”, jak głosi tekst jednego z utworów, jednak jej możliwości są mocno ograniczone, a skrycie marzy tylko o tym, by czekać na męża z obiadem. To takie elementy, które trudno oglądać bez pewnego dyskomfortu.

„Jak odnieść sukces w biznesie” nie jest klasycznym „samograjem”. Nie jest to musical, który chciałoby się oglądać znów i znów. Nie ma w nim utworów, które pamięta się długo po przedstawieniu, nie ma chwytającej za serce miłosnej opowieści czy tragicznych bohaterów.

Ale bardzo dobry przekład Jacka Mikołajczyka, nienaganna reżyseria Jacka Bończyka, interesująca choreografia Jarosława Stańka oraz wspomniany już wyjątkowy zespół – sprawiają, że warto go zobaczyć.

Ciekawostka na zakończenie – w broadwayowskiej inscenizacji z 2011 roku rolę Pierreponta Fincha zagrał Daniel Radcliffe.

„Jak odnieść sukces w biznesie, za bardzo się nie wysilając”, Teatr Rozrywki, 21 września 2019r.

Reżyseria – Jacek Bończyk

Pierrepont Finch – Kamil Franczak
J.B. Biggley – Tomasz Steciuk
Rosemary Pilkington – Dominika Guzek
Bud – Kamil Baron
Smitty – Wioletta Białk
Panna Jones – Izabella Malik
Hedy LaRue – Wioleta Malchar-Moś
Twimble/Womper – Dominik Koralewski
Bratt – Jarosław Czarnecki
Panna Krumholtz – Estera Sławińska-Dziurosz
Peterson, Ovington, Spiker – Andrzej Lichosyt
Gatch – Marek Chudziński
Jenkins – Hubert Waljewski
Johnson – Piotr Brodziński
Matthews – Paweł Stefan
Tackaberry – Przemysław Witkowicz
Davis – Tomasz Wojtan
Sprzątaczka 1 – Dagmara Żuchnicka
Sprzątaczka 2 – Ewa Grysko
Toynbee – Jacek Pacholski
Dziewczyny w zawiasach – Aleksandra Dyjas, Anna Surma
Głos z książki – Jacek Bończyk


Ten wpis został opublikowany w kategorii MUSICALE. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.