Jeszcze będzie „prawie normalnie”?

W trylogii „Niezgodna” Veroniki Roth, intrygującej dystopijnej wizji przyszłości, pojawia się motyw serum pamięci. Wypijając je, zapomina się o wszystkim, także o cierpieniu i bólu, których się doświadczyło. Jednak preparat sprawia też, że znikają wspomnienia związane z najbliższymi. Nie rozpoznaje się ich twarzy, nie pamięta się, kim byli.

Co jest lepsze? Życie bez wspomnień, rozpoczęcie od nowa z czystą kartą, czy posiadanie ich ze świadomością, że nieodłącznym ich elementem jest rozpacz? Podobno cierpienie kształtuje – ale czy można mówić o jego budującej roli, kiedy wpływa na życie całej rodziny dzień po dniu, zmieniając ją na zawsze?

Ból od kilkunastu lat towarzyszy Dianie Goodman, głównej bohaterce „Next to Normal”. Towarzyszy też jej rodzinie. Wszystko jest „prawie normalne”: rozmowy z zapracowanym mężem, szykowanie kanapek do szkoły, marudzenie na nastoletniego syna, bo znów za późno wrócił, narzekanie na córkę, która tak bardzo dąży do doskonałości, że nie ma czasu na bycie zwykłą nastolatką. Jednak w tej „prawie normalności” drga nieustanne napięcie. U Diany zdiagnozowano chorobę afektywną dwubiegunową.  Polega ona na – mówiąc skrótowo – skrajnych wahaniach nastroju: od stanów depresyjnych do okresów hiperaktywności. Życie rodziny to oczekiwanie na następny atak, obserwowanie z bliska huśtawki emocji, wizyty u specjalistów, pobyty w szpitalu, kolejne propozycje leczenia. Jak znaleźć „normalność” w takiej codzienności?

„Next to Normal” z librettem Briana Yorkeya i muzyką Toma Kitta powstał w 2008 roku, a dwa lata później został uhonorowany Nagrodą Pulitzera w dziedzinie dramatu – jednym z najważniejszych wyróżnień literackich. W świecie musicalu stał się niewątpliwie sensacją ze względu na niełatwą tematykę połączoną ze sporą dawką rockowych brzmień.

Wersja zrealizowana w Teatrze Syrena przez Jacka Mikołajczyka (równocześnie autora  świetnego przekładu) to ascetyczne w formie dzieło, spektakl ważny, mądry, poprowadzony z wyczuciem od pierwszej do ostatniej sceny. Z jego surową strukturą współgra prosta scenografia Mariusza Napierały, składająca się głównie z metalowych rusztowań i schodów tworzących geometryczną przestrzeń dla skomplikowanych emocji. Nie można nie wspomnieć o Tomaszu Filipczaku; pod jego kierownictwem muzycznym i batutą kilkoro muzyków potrafi czarować łagodnymi dźwiękami rockowej ballady, a po chwili stworzyć potężną ścianę dźwięku, jak na koncercie.

Koncertem gry aktorskiej można określić też to, co dzieje się na deskach teatralnych. To jest tak mocne, szczere i prawdziwe, że ma się wręcz niekomfortowe uczucie podglądania czyjegoś życia.

Katarzyna Walczak jako Diana Goodman ma niewątpliwie najtrudniejsze zadanie, bo prawie nie opuszcza sceny. Tworzy kompletną postać kobiety, matki i żony zmagającej się z chorobą. Buduje ją ze zwykłych czynności, jak smarowanie kanapek, z drobnych gestów wobec dzieci i męża. Ukazując stany  depresyjne i epizody nadaktywności, nigdy nie przerysowuje swojej bohaterki. Patrzy się na nią ze współczuciem, ale nie z litością. Wtedy, kiedy walczy, i wtedy, kiedy się poddaje – jest stuprocentowo wiarygodna.

Bo kobieta może się „posypać” (o ile oczywiście zmieści się w akceptowanym przez społeczeństwo czasie – cztery miesiące powinny wystarczyć, prawda?). Mężczyzna musi być twardy jak skała. Może dlatego fragment, w którym „skała” pęka, jest tak wstrząsający. A może też ze względu na to, jak Dana Goodmana gra Przemysław Glapiński? „Next to Normal” okazuje się również musicalem o rolach społecznych rozpisanych na płeć i kulturę, a aktor perfekcyjnie ukazuje współczesnego mężczyznę, który „powinien sobie radzić” i nie okazywać emocji. Wycofanie i chwile zniecierpliwienia, bezradność, poczucie porażki, chęć zrozumienia i działania – wszystko ukazane jest niezwykle oszczędnie: w  spojrzeniach, pochyleniu sylwetki, westchnieniu czy oparciu rąk o blat stołu. Dan nie zawsze wie, co się dzieje, nie zawsze zna odpowiedź – ale jest obecny. Dobrze zobaczyć męskiego bohatera, który nie rezygnuje. A nawet dwóch – bo podobne cechy wykazuje Henry, chłopak Natalie. Na początku jest niefrasobliwym kolesiem z ciągotkami do ryzykownych substancji, ale w chwili próby zdaje egzamin dojrzałości i odpowiedzialności. Bardzo dobry w tej roli Michał Juraszek przekonująco pokazuje jego drogę.

Sama Natalie to młoda dziewczyna, która nie chce być już tylko kujonką i świetnie zapowiadającą się pianistką. Do typowego nastoletniego buntu dochodzi chęć zaistnienia we własnej rodzinie; przy matce, która tyle razy nie jest w stanie być obok, i przy ojcu, który tak bardzo skupia się na żonie, że córki zdaje się nie dostrzegać. Dzięki aktorstwu Weroniki Bochat-Piotrowskiej bez zastrzeżeń wierzy się w dylematy Natalie.

Z kolei Gabe, mocno związany z matką, zajęty swoim napiętym planem dnia, przemyka przez dom jak błyskawica. Czasem energia rozpiera go tak bardzo, że nie umie ustać w miejscu. Chwilami irytuje, żeby potem zaintrygować wyciszeniem i dziwną „osobnością”. Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie Piotr Janusz w drugoplanowej roli Mereba w „Aidzie”. Tutaj potrafi skupić uwagę widza w sposób absolutny, jednocześnie cały czas będąc częścią wyjątkowego aktorskiego sekstetu.

To nie tylko musical o wieloletnim funkcjonowaniu rodziny w cieniu choroby. To też spektakl o tym, jak daleko może posunąć się medycyna. Czy istnieje moment, w którym należy zaprzestać leczenia? I czy taka decyzja jest klęską terapeuty? Doktor Madden uważa, że nie wolno nigdy się poddawać, a grający go brawurowo Marcin Wortmann z czasem w swoim uporze staje się nieco upiorny.

Kiedy wszystkie zasłony spadają i kruszą się mury, które utrzymywały pozory „normalności”, pozostaje zwyczajna prawda. Inaczej nie będzie. To, co boli, będzie bolało już zawsze. Można dać sobie szansę i budować na nowo – z całą świadomością, że cierpienie stanie się elementem tego, co się stworzy. A chociaż pozornie wszystko się rozpadło – pozostaje promyk nadziei.

To chyba najcenniejsze. I pewnie dlatego trudno powstrzymać łzy podczas owacji na stojąco, z teatru wychodzi się roztrzęsionym, a przez długi czas niełatwo pozbierać myśli.

„Next to Normal”, Teatr Syrena, 11 lipca 2020r.

Reżyseria – Jacek Mikołajczyk

Diana – Katarzyna Walczak
Dan – Przemysław Glapiński
Gabe – Piotr Janusz
Natalie – Weronika Bochat-Piotrowska
Henry – Michał Juraszek
Dr Madden – Marcin Wortmann

Ten wpis został opublikowany w kategorii MUSICALE. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.