Pióra, cekiny, naziści i camp, czyli jak odnieść sukces w biznesie (musicalowym), robiąc klapę?

Zadebiutować na Broadwayu w wieku 75 lat, wyśmiać i obrazić wszystkich, których się da, naruszyć mnóstwo tabu… i nie tylko nie zostać za to wyklętym, ale odnieść sukces, którego nikt do dziś nie przebił? Może, żeby to zrobić, trzeba być po prostu Melem Brooksem.  

Ten reżyser, scenarzysta, aktor i producent, twórca charakterystycznego kina komediowego, zrealizował „Producentów” na podstawie własnego kasowego filmu, powstałego ponad trzydzieści lat wcześniej. Sceniczna wersja musicalu okazała się niebywałym triumfem, zdobyła 12 nagród Tony i do dziś zajmuje pierwsze miejsce pod względem ilości tych statuetek.

Prapremiera w Polsce odbyła się w 2009 roku, osiem lat po broadwayowskiej. Na scenę Teatru Rozrywki przeniósł „Producentów” Michał Znaniecki. Podobno żaden teatr wcześniej nie odważył się na wystawienie musicalu, postrzeganego jako zbyt kontrowersyjny. Poniekąd słusznie – w recenzjach popremierowych zdarzały się opinie pełne świętego oburzenia, że to jednak przekroczenie granic; można odnieść wrażenie, iż nie wszyscy odnaleźli się w charakterystycznej dla Brooksa konwencji. Znaniecki zaryzykował – i wygrał.

Max Białystok (Dariusz Niebudek) – niegdyś uznany broadwayowski producent, utracił swoją artystyczną intuicję, a wraz z nią – płynność finansową. Jego kolejny spektakl jest fiaskiem, a kiepskie recenzje pojawiają się, zanim publiczność zdąży opuścić salę po premierze. Nic dziwnego zresztą – jak komentuje Max – skoro krytycy wychodzą w antrakcie. Jedynym ratunkiem dla podupadłych finansów są czeki od zamożnych dam, „kwiat wieku” dawno mających za sobą, otrzymywane za usługi… hmmm… zgoła nie producenckie.

Fot. zbiory Teatru Rozrywki

Pewnego dnia w zapyziałym biurze Maxa pojawia się fajtłapowaty zahukany księgowy, Leopold Bloom (Kamil Franczak). Sprawdzając rachunki, mimochodem odkrywa, że w pewnych okolicznościach na klapie można się obłowić bardziej niż na hicie.

Wyprodukować najgorszy musical i zarobić krocie? Tego właśnie potrzebuje Białystok! A cóż może być gorszego niż opowieść o Hitlerze, gloryfikująca przywódcę III Rzeszy? Trzeba tylko zdobyć do niej prawa od hodującego gołębie neonazisty grafomana, znaleźć najgorszego reżysera, aktorów, tancerzy… I fundusze oczywiście. Na szczęście są znajome jurne staruszki (bo przecież pierwsza i najważniejsza zasada brzmi: „Nigdy nie inwestuj własnych pieniędzy!”). Murowana klapa nadciąga!

„Producenci” są spektaklem nieliczącym się z nikim i niczym. Subtelna ironia, zawoalowane przytyki? To nie ten adres. Kpina jednak, co warto podkreślić, dotyka nie tyle poszczególnych grup, ile raczej stereotypów na temat tych grup zakorzenionych w społeczeństwie. Środowisko artystyczne? Obowiązkowo przekonane o własnej genialności, złożone prawie co do jednego z przerysowanych, zniewieściałych gejów (męski pierwiastek wnosi jedynie pani oświetleniowiec). Aktorki? Głupie blondynki, a jakże, brak talentu nadrabiające innymi „atutami” oraz całkowitym brakiem kompleksów i zahamowań. Żydzi? Cwani i skupieni na interesach. Kontrowersyjne? Być może, ale nie ma tu miejsca na wzgardę. Reżyser ma dla swoich niedoskonałych bohaterów sporo czułości i pozwala też dostrzec ich dobre serce czy umiejętność wybaczania. Satyra pełną gębą pojawia się za to w scenach wystawienia „Wiosny Hitlera”.

Fot. zbiory Teatru Rozrywki

Opowieść pomyka z szybkością rakiety od jednego pieprznego żartu do drugiego, jednocześnie nie rezygnując ani na chwilę z bycia efektownym, pełnoprawnym musicalem. Klasyczne broadwayowskie utwory solowe („Wolę być producentem”) czy zbiorowe („Wiosna Hitlera”) mają chwytliwe melodie, numery taneczne olśniewają choreografią i kostiumami. Zespół Teatru Rozrywki po raz kolejny udowadnia, że nie ma w nim ludzi przypadkowych. Realizatorzy przedstawienia wykorzystują nie tylko scenę, ale także schody prowadzące na widownię czy balkony boczne (przy faszystowskiej polce w wykonaniu Liebkinda, Białystoka i Blooma po prostu nie da się nie ryczeć ze śmiechu). Wrażenie robi tradycyjna scenografia, np. biuro rachunkowe, więzienie czy gabinet Maxa obwieszony plakatami przypominającymi o dawnej świetności miejsca i właściciela. Warta osobnego wspomnienia jest oprawa wizualna „najgorszego musicalu”. Połączenie błyszczących światełkami swastyk, nazistowskich mundurów, bawarskich kostiumów i rewiowego tańca to coś, co trudno wyrzucić z głowy.

Twórcy nieustannie puszczają oko do widza. Jednym z nie dość złych scenariuszy przeglądanych przez Blooma jest „Przemiana” Kafki. Kiedy Roger de Bill zastanawia się nad tym, czy wyreżyserować spektakl, w tle słychać fragment słynnego motywu ze „Stawki większej niż życie”. Policjant mówi gwarą (co z oburzeniem komentuje Białystok, który stwierdza, że dał radę znieść na scenie nawet akcent irlandzki, ale to już przesada). Inspirację dla kreacji Rogera rozpozna każdy mieszkaniec Śląska.

Główni bohaterowie zbudowani są na zasadzie kontrastu. Różnią się wiekiem, wyglądem i charakterem. Max to dojrzały, zdecydowany na wszystko człowiek, który z niejednego pieca chleb jadł (a właściwie – w niejednym wygasłym piecu ogień rozpalił – pozostając bliżej metaforyki musicalu). Z kolei Leo jest chorobliwie nieśmiałym debiutantem nie tylko w profesji producenckiej, ale także miłosnej. Odzyskiwanie poczucia własnej wartości Blooma oraz jego uczuciowo-erotyczna inicjacja dadzą oczywiście okazję do kolejnej serii dosadnych żartów i gagów.

Fot. zbiory Teatru Rozrywki

Dariusz Niebudek i Kamil Franczak tworzą koncertowy duet, zagrany i zgrany jak perfekcyjnie funkcjonująca maszyna do wywoływania salw śmiechu (aż trudno uwierzyć, że to był pierwszy i drugi spektakl po ponad rocznej przerwie). Przez niecałe trzy godziny są na scenie prawie nieustannie, w ciągłym ruchu, śpiewają, tańczą, przerzucają się kwestiami i zdają się napędzać nawzajem własną niespożytą energią. Tego nie da się opisać – ich po prostu trzeba zobaczyć!

Barbara Ducka wzorowo wykorzystuje swój potencjał komediowy. Grana przez nią aspirująca gwiazdka, Ulla, bawi licznymi przejęzyczeniami; i może nie jest wybitną artystką, ale ma dobre serce, a poza tym w niektórych dziedzinach wykazuje spore zacięcie edukacyjne. Jarosław Czarnecki z dużym wdziękiem i przymrużeniem oka portretuje reżysera de Billa, a wespół z Kamilem Baronem (Carmen Jola) tworzy wyborne campowe kombo, któremu nie można się oprzeć. Podobnie zresztą jak całej fantastycznej ekipie Rogera, w której bryluje Izabella Malik – na scenie jest króciutko, ale tworzy rolę-perełkę. Tych „perełek” jest zresztą więcej. Anna Ratajczyk czy Dominik Koralewski, nawet jeśli pojawiają się na chwilę, skupiają uwagę i bawią do łez.

Śmiejemy się z jurnych „babci piekieł” na wózkach czy z balkonikami. Z karykaturalnego reżysera i jego świty. Z teutońskiego dramaturga tańczącego wraz z producentami na cześć Hitlera. Z tancerek obwieszonych preclami i wurstem. Z całego szeregu dowcipów w złym guście. Śmiech z rzeczy objętych tabu oczyszcza i wyzwala.

Fot. zbiory Teatru Rozrywki

Ale przecież „Producenci” to także „metamusical” – dworujący właśnie z broadwayowskich producentów, aktorów (-„Aktorzy to ludzie!” -„Tak? A widziałeś ich na bankietach?”), kreślący ze śmiechem oraz dużą dozą nostalgii świat, który wraz z epoką ogromnych korporacji odszedł do lamusa.

Chorzowski spektakl, mimo że wystawiany od jedenastu lat, nie traci ikry, a kolejne sety są owacyjnie przyjmowane przez widzów. Słowa Maxa: „Cholera, to mamy hit! I pewnie jeszcze będą go grali przez dziesięć lat!” dla realizacji Michała Znanieckiego okazały się prorocze.

PS Warto byłoby uzupełnić program spektaklu o wkładkę z nowszymi zdjęciami, a przede wszystkim informacjami o obsadzie, bo jednak na przestrzeni lat sporo się zmieniło.

„Producenci”, Teatr Rozrywki, 17, 18 czerwca 2021r.

Reżyseria – Michał Znaniecki

Max Białystok – Dariusz Niebudek
Leo Bloom – Kamil Franczak
Ulla Swanson – Barbara Ducka
Roger de Bill – Jarosław Czarnecki
Carmen Jola – Kamil Baron
Franz Liebkind – Tomasz Jedz
Macaj Obracaj – Anna Ratajczyk
Ekipa Rogera – Izabella Malik, Marek Chudziński, Bartłomiej Kuciel, Andrzej Lichosyt
Trzy jurne staruszki – Ewa Grysko, Anna Ratajczyk, Dagmara Żuchnicka
Marks, Sędzia, Johann, Zarządca więzienia – Mirosław Książek
Policjant – Dominik Koralewski
Żołnierz – Maciej Kulmacz
Pianistka – Lena Minkacz

Ten wpis został opublikowany w kategorii MUSICALE. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *