„Piloci” latają koncertowo

Koncertowe wersje musicali to praktyka w świecie teatralnym nienowa i ciesząca się sporą popularnością. Realizacji koncertowych doczekały się tak znamienite tytuły jak „Nędznicy”, „Chicago”, „Jesus Christ Superstar” i wiele innych. Trudno nie zauważyć korzyści płynących z takiej formy scenicznej. Do kieszeni twórców, którzy czynią użytek z istniejącego już, własnego dzieła, trafiają kolejne pieniądze od wielbicieli gatunku. A widzowie, bardzo często zagorzali fani danego tytułu, otrzymują zestaw ulubionych utworów w ulubionych wykonaniach. I wszyscy są zadowoleni.

„Piloci”, autorski musical zrealizowany w Teatrze Muzycznym ROMA, który opowiada historię nawiązującą do losów polskich lotników podczas II wojny światowej, miał premierę w 2017 roku i został pokazany na Dużej Scenie ponad 400 razy. We wrześniu 2020, z okazji 80. rocznicy bitwy o Anglię, zaprezentowano trzy uroczyste koncerty, przyjęte na tyle dobrze, że twórcy postanowili wracać do nich regularnie.

Fot. Karol Mańk / Archiwum Teatru Muzycznego ROMA (zdjęcie z próby)

Warszawa, rok 1939. Przystojny porucznik lotnictwa, Jan Czaplewski, oświadcza się popularnej rewiowej piosenkarce, zachwycającej Ninie. Zostaje przyjęty. Nim jednak młodzi zdążą się nacieszyć swoim szczęściem i miłością, wybucha wojna. Jan wraz z przyjaciółmi z jednostki trafia do Anglii. Jego narzeczona występuje dla niemieckich oficerów, którzy są teraz główną klientelą lokalu zrządzanego przez Prezesa, wyjątkowo wredny czarny charakter. Jednocześnie dziewczyna współpracuje z podziemiem, które zleca jej pewne zadania. Losy bohaterów komplikują się coraz bardziej…

Fot. Karol Mańk / Archiwum Teatru Muzycznego ROMA

Większość postaci w musicalu jest ukazana dość skrótowo (np. piloci czy Hans). A nawet jeśli są one nieco bardziej rozbudowane (Nina, Alice, Jan, Prezes), i tak otrzymują stosunkowo niewiele czasu, by zaprezentować swoje dylematy. Tym bardziej nie ma tego czasu w wersji koncertowej, w której interakcje między bohaterami są z oczywistych względów ograniczone. Opowieść jest dla mnie klarowna, ponieważ widziałam wcześniej musical. Zastanawiam się jednak, na ile obecność na scenie niektórych postaci oraz charakter relacji między nimi będą czytelne dla widza, dla którego koncert jest pierwszym zetknięciem się z tą historią.

Z pewnością świetnie wypadają w tej formule wszelkie scenki rodzajowe. Wojciech Machnicki i Wiktor Korzeniowski tworzą duet idealny – arystokraty i jego ogrodnika. Nagły upadek rannego lotnika na rabatkę narusza co prawda porządek idealnie utrzymanego kwietniczka, ale popołudniowa herbatka zostaje ocalona. Niezmiennie bawi „Lekcja angielskiego”, podczas której piloci niekoniecznie chcą korzystać z dobrodziejstw brytyjskiego systemu edukacji. „My chcemy już latać” – deklarują. A skoro tymczasem im nie wolno, zajmują się nieco sztubackim podrywaniem nauczycielki. „Aniele mój, aniele” to komediowo-miłosny dwugłos Izabeli Bujniewicz i Piotra Janusza, udowadniający, że uczucie może się pojawić w każdych okolicznościach, a w musicalu można „ograć” nawet… kaczkę sanitarną.

Fot. Karol Mańk / Archiwum Teatru Muzycznego ROMA

Każdy, kto czytał „Dywizjon 303”, ma jako takie pojęcie o dokonaniach polskich asów przestworzy. Odwaga ocierająca się o brawurę, ułańska fantazja, zuchwałość, poczucie humoru – tacy są też musicalowi piloci. Nie sposób nie lubić zabawnego Franka w interpretacji Jeremiasza Gzyla czy flirciarza Stefana (wspomniany Piotr Janusz). Z prawdziwą przyjemnością słucha się charyzmatycznego Janka Traczyka (Jan), niezwykle przekonującego w scenach dramatycznych czy wymagających uczuciowego zaangażowania. Maks, któremu w libretcie poświęcono najmniej czasu, tylko dzięki Andrzejowi Skorupie staje się postacią, na którą zwraca się uwagę.

Dramatyczne wybory, których dokonywały główne bohaterki, oraz ich reperkusje, były w przedstawieniu najbardziej interesujące. Może dlatego w wersji koncertowej tak mocno odczuwa się „okrojenie” tych wątków. Ale jeśli chodzi o kwestie wokalne, Natalii Krakowiak (Nina) i Anastazji Simińskiej (Alice) nie można niczego zarzucić.

Scena przy Nowogrodzkiej słynie z układów tanecznych na najwyższym poziomie. Przygotowaną przez Agnieszkę Brańską choreografię można podziwiać także podczas koncertu. Otwierające widowisko „To dziś, to tu” czy późniejszy „Pan Hurricane” to prawdziwe majstersztyki w wykonaniu zespołu ROMY.

Wykorzystano też pieczołowicie odtworzone i z wielką starannością uszyte kostiumy autorstwa Doroty Kołodyńskiej. Nie wyobrażam sobie zresztą, że mogłoby być inaczej, kiedy ma się w garderobach takie skarby. Mundury pilotów, eleganckie garnitury, smokingi, wieczorowe suknie, podkreślające figurę koktajlowe sukienki, nakrycia głowy, rękawiczki wyczarowują klimat lat 30. i 40. Jestem przekonana, że przynajmniej część osób z widowni chętnie przygarnęłaby na własność któryś ze strojów (ja – sukienki!).

Fot. Karol Mańk / Archiwum Teatru Muzycznego ROMA

Do fabuły musicalu można mieć pewne zastrzeżenia, o których wspominałam wcześniej. „Piloci” mają jednak niezaprzeczalny atut – muzykę oraz piosenki. I to składnik, który teraz może wybrzmieć – dosłownie i w przenośni – z całą mocą. Znajdująca się na scenie orkiestra jest, całkowicie zasłużenie zresztą, w centrum uwagi.

Utwory skomponowane przez braci Dawida i Jakuba Lubowiczów (ten drugi pełni też rolę dyrygenta) to prawdziwa uczta. Wszechstronne muzyczne wykształcenie autorów, ich wiedza i zainteresowania pozwalają obracać się swobodnie wśród różnych muzycznych inspiracji. „Jestem iskrą” czy „Moulin Rouge” z powodzeniem mogłyby się pojawić w repertuarze międzywojennej rewii. „Zabawa” brzmi jak największe szlagiery Andrews Sisters. Robi wrażenie po wagnerowsku patetyczny „Vaterland”. Musicalową tradycję pełnych dramatyzmu solowych songów podtrzymuje „Zabierz mnie stąd”. Miłosny duet „Nie obiecuj nic” ma w sobie jednocześnie przebojowość i elegancki sznyt minionych czasów. Twórcy sięgają też po współczesne rytmy, np. elementy hip-hopu w utworach „Rowerowe love” czy „Pan Hurricane”.

Dodano „Porządek musi być” – satyryczne spojrzenie na wojenną dyplomację. Powstały na wczesnym etapie pracy nad musicalem utwór został odrzucony, bo rzeczywiście do jego koncepcji nie pasował, natomiast podczas koncertu całkiem nieźle się sprawdza.

Michał Wojnarowski napisał teksty piosenek, które w tej scenicznej formule funkcjonują bez zarzutu – liryczne, ale unikające banału, w innych miejscach skrzą się dowcipem.

„Piloci” w wersji koncertowej to przygotowane z rozmachem widowisko, dzięki któremu wielbiciele musicalu na chwilę znowu przeniosą się do świata ulubionego spektaklu. Pozostali widzowie zaś, nawet jeśli nie całkiem odnajdą się w niektórych fabularnych zawiłościach, niewątpliwie zachwycą się aspektami wizualnymi, możliwościami wokalnymi artystów biorących udział w przedsięwzięciu oraz piękną muzyką.

„Piloci” – koncert, Teatr Muzyczny ROMA, 20 lutego 2022r.

Reżyseria: Wojciech Kępczyński

Nina – Natalia Krakowiak
Jan – Janek Traczyk
Prezes – Jan Bzdawka
Alice – Anastazja Simińska
Hans – Michał Bronk
Franek – Jeremiasz Gzyl
Maks – Andrzej Skorupa
Stefan – Piotr Janusz
Nel – Sylwia Banasik-Smulska
Ewa – Maria Juźwin
Porucznik Pilkington – Krzysztof Bartłomiejczyk
Pułkownik Brown – Krzysztof Cybiński
Lord Stanford – Wojciech Machnicki
Howard – Wiktor Korzeniowski
Miss Pinky – Agata Bieńkowska
Mary – Izabela Bujniewicz
Wojtek – Kuba Strach

oraz orkiestra i zespół wokalny Teatru Muzycznego ROMA pod dyrekcją Jakuba Lubowicza

Ten wpis został opublikowany w kategorii KONCERTY i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *