Dancing Queen – „Wszyscy mówią o Jamiem”

„High School Musical”, „Meangirls”, „The Prom” – to kilka spośród tytułów, dzięki którym nastoletnia rewolucja z impetem wparowała na musicalowe sceny, wprowadziła na nie własnych bohaterów i tematykę oraz przyciągnęła na światowe widownie młodych odbiorców.
Nastolatkowie to specyficzna publiczność – wyczulona na swoim punkcie, na kilometr rozpoznająca fałsz i próby podlizywania się. Ale też – kiedy już pozwoli się „oswoić” – niezwykle oddana i entuzjastyczna. A musical m.in. wyżej wymienionymi tytułami udowodnił, że jest medium, które, nie rezygnując ze swej formy, potrafi opowiadać o marzeniach i obawach młodych. A może właśnie dzięki tej formie – muzyka, piosenki i taniec to języki, za pomocą których, jeśli się to dobrze rozegra, łatwiej trafić w emocje nastolatków.

I polskie teatry muzyczne o tym wiedzą. W Poznaniu można oglądać spektakl „Drogi Evanie Hansenie”, w Chorzowie – „School of Rock”, który przynajmniej w części spełnia założenia podgatunku, w warszawskiej Syrenie wystawiono „Heathers”, a od 12 września br. na deskach tego teatru prezentowany jest musical „Wszyscy mówią o Jamiem”.

Fot. Krzysztof Bieliński

Toteż, łaskawi czytelnicy, rozsiądźcie się wygodnie i dajcie upust wyobraźni… Oto szkoła średnia w naszym kraju, w robotniczej dzielnicy sporego miasta; a w niej uczeń, który na szkolny bal pragnie przyjść… w sukience i szpilkach. Nie dla „beki”, chęci zrobienia komukolwiek na złość – ale dlatego, by pozostać w zgodzie ze sobą. Od dzieciństwa uwielbiał się stroić. I marzy o tym, by zostać drag queen… Nie da się ukryć – w otaczającej nas rzeczywistości musiałby to być niezwykle odważny nastolatek.

Taki właśnie jest Jamie. Mieszka z mamą w Sheffield na północy Anglii. Ma 16 lat. Niedługo kończy szkołę, toteż pytanie, co dalej, pojawia się częściej, niżby sobie tego życzył. Zgodnie z testami wypełnianymi podczas lekcji wychowawczych powinien planować zawrotną karierę operatora wózka widłowego. No, ewentualnie strażnika więziennego. Bo w Sheffield trzeba być realistą, o czym nieustannie przypomina wychowawczyni, pani Hedge. Szpilki, cekiny i błysk? To nie Londyn! Poza tym – po co się wychylać? Już to, że Jamie się wyoutował, czyni go obiektem ataków szkolnego dręczyciela.

Fot. Krzysztof Bieliński

Jonathan Butterell wpadł co prawda na pomysł musicalu, ale samej historii nie wymyślił. Zainspirował go dokument BBC „Jamie: Drag Queen at 16″. Libretto i teksty piosenek napisał Tom MacRae, a wpadającą w ucho muzykę – Dan Gillespie Sells, lider zespołu The Feeling.
Sztuka łączy elementy wspomnianego na początku „high school musicalu” z zacięciem społecznym, znanym chociażby z brytyjskiego kina spod znaku Kena Loacha.
Wspaniały pod względem muzycznym i dramaturgicznym materiał wyjściowy to połowa sukcesu, ale równie ważni są realizatorzy. A za polską prapremierą stoją prawdziwe tuzy.

Reżyserkę Agnieszkę Płoszajską określić można mianem specjalistki od teatru dla dzieci i młodzieży. Jej intuicja i słuch, jeśli chodzi o problemy młodych, są fenomenalne. Na dodatek umie o nich opowiadać bez protekcjonalnego tonu i zadęcia. Godnego współtwórcę znalazła (po raz kolejny) w osobie Jacka Mikołajczyka, który dokonał przekładu. A są w nim naprawdę spore wyzwania, jak utwór „Dzieło sztuki”, w którym pojawiają się nawiązania do sztuki współczesnej, czy tempo podawania tekstu w songu tytułowym. Dla nikogo nie będzie jednak zaskoczeniem, że doświadczony tłumacz ominął wszelkie pułapki. Język dialogów i piosenek jest żywy, pozbawiony koturnowości. Owszem, niektórzy żachną się zapewne na pojawiające się od czasu do czasu wulgaryzmy, ale wszyscy doskonale wiemy, że młodzież na co dzień nie mówi wyłącznie Szekspirem i Kochanowskim (zresztą akurat „grube” wyrazy można znaleźć i u jednego, i u drugiego, więc to niedobre porównanie).

Scenografia Anny Chadaj odwzorowuje w sposób realistyczny niektóre wnętrza: daleką od designerskich projektów z katalogów kuchnię w domu Jamiego czy sklep dla drag queens prowadzony przez Hugo. Wykorzystuje też bardziej symboliczne elementy – np. sześcienne ruchome kostki pełniące rozmaite role (siedzeń, ścianek). Ważną rolę odgrywa światło Katarzyny Łuszczyk, podkreślające emocje i uwydatniające napięcia poszczególnych scen.
W choreografii Michała Cyrana nie ma znanych z klasycznych tytułów układów „pod linijkę”, jest za to eklektyczny miks różnych rodzajów tańca: jazzu, hip-hopu, voguingu. Wszystkie czerpią z młodzieńczej energii zespołu artystycznego, nadają spektaklowi zdecydowany rytm, a ich zróżnicowanie pozwala na scharakteryzowanie bohaterów.
Kostiumy Emila Wysockiego, często współpracującego z twórcami oper i przedstawień baletowych, to szkolne mundurki, codzienne stroje mieszkańców miasta, ale i efektowne kreacje drag queens. Przy tworzeniu tych ostatnich projektant mógł puścić wodze fantazji, toteż króluje tu przesada, cekinowy glamour i rozbuchanie form.

Fot. Krzysztof Bieliński

Siłę wyrazu przedstawienia buduje niewątpliwie doskonała obsada.

Istniało niebezpieczeństwo, że tytułowy bohater stanie się papierowym, wyidealizowanym symbolem walki w słusznej sprawie, jednak Kubie Szyperskiemu udało się uniknąć tej pułapki. Jego Jamie bywa zarozumiały, uparty, przekonany o tym, że zjadł wszystkie rozumy, egocentryczny, złośliwy, niesprawiedliwy – ot, typowy nastolatek napędzany burzą hormonów. Ale jest też wrażliwy, wyczulony na krzywdę innych, empatyczny, pełen ufności w swoim dążeniu do spełnienia marzeń. Umie się przyznać do błędów. A aktor ma w głosie tyle chłopięcej jasności i niewinności, że każda jego piosenka emanuje nieudawaną szczerością.

Wiarygodną w każdym geście i działaniu kreację tworzy Katarzyna Walczak w roli matki Jamiego. Margaret New jest zwyczajną kobietą w schodzonych butach i dżinsach, jakże daleką od perfekcyjnie wykreowanych instasupermam. Za to stoi murem za swoim dzieckiem nawet wtedy, kiedy nie całkiem je rozumie. Akceptuje i szanuje jego odrębność. Chce ochronić je przed całym złem tego świata, chociaż czasem podejmuje złe decyzje. Song „Chłopiec mój” to poruszająca muzyczna kulminacja uczucia do dziecka.
Katarzyna Walczak i Kuba Szyperski tworzą na scenie pełną autentyzmu relację matczyno-synowską – jedną z najpiękniejszych, jakie widziałam w teatrze.

Fot. Krzysztof Bieliński

Udanie towarzyszy im Marta Burdynowicz jako Ray – przyjaciółka Margaret i powierniczka Jamiego. To nieuleczalna romantyczka szukająca miłości w co i rusz nowych związkach, fanka promocji ratująca maltesersami, „Miłką” lub kupioną na wyprzedaży szminką. Potrafi huknąć, kiedy trzeba – zdecydowanie warto ją mieć po swojej stronie. Aktorka gra szeroko i dynamicznie, ale bez przerysowań, obdarzając bohaterkę poczuciem humoru, mądrością i ciepłem.

Ciekawa jest relacja Jamiego z Pritti Pashą. Oboje są szkolnymi outsiderami: on jako gej, ona – kujonka-muzułmanka. Mimo różnicy pochodzenia, doświadczeń, celów, do których dążą, łączy ich nie tylko wspólnota zepchnięcia na margines. Naprawdę dobrze się rozumieją, lubią ze sobą przebywać i rozmawiać. Nie jest jednak tak, że oboje nieustannie spijają sobie z dziubków. Pritti wspiera przyjaciela, ale potrafi też wygarnąć mu prawdę i zwrócić uwagę, że przesadza. Jest nad wiek rozsądna i mądra. Dominika Sobol w tej kreacji zachwyca aktorsko i wokalnie.

Małgorzata Majerska portretuje Miss Hedge jako zasadniczą i wciąż spiętą nauczycielkę, która za fasadą oschłości skrywa samotność i pragnienie bliskości. Na co dzień jednak jest świetna głównie w podcinaniu młodym skrzydeł i sprowadzaniu ich na ziemię. Trudno mi się z tą „koleżanką po fachu” utożsamić, chociaż wiem, że i takie bywają.
Świetną robotę wykonuje Michał Konarski jako Hugo i jego alter ego – przygasła gwiazda dragu, Loco Chanelle. To przewodnik Jamiego po świecie scenicznego performance’u, ale i figura nieobecnego ojca. Wachlarz scenicznych umiejętności roztacza Jeremiasz Gzyl w dwóch skrajnie odmiennych rolach. Jest niepotrafiącym wyjść poza schemat Wayne’em New, odrzucającym syna, bo ten nie pasuje do jego wyobrażeń, i ekspresyjną Dzidą Turner – jedną z drag performerek, które pomagają Jamiemu. Ekipę oszałamiających królowych uzupełniają: Łukasz Kamiński grający Werę Le Chic i Piotr Buśko, bardziej znany jako Twoja Stara, w roli Majki Virgin.

„Wszyscy mówią o Jamiem” to przedstawienie mądre, ale nie przemądrzałe, pozbawione dydaktycznego smrodku. Jest pełne czułości i z wprawą unika sentymentalizmu. Ukazuje osadzoną w konkretnym miejscu i czasie historię, zawierającą jednak pierwiastek uniwersalny. Nie przytłacza dzięki zachowaniu balansu między formalną lekkością a poruszaną problematyką. I pozostawia widza z przekonaniem, że zawsze gdzieś jest iskra światła i jasności – chociażby ta odbijająca się od powierzchni dyskotekowej kuli czy cekinów wystrzałowej kiecki.
Niech więc „Wszyscy mówią o Jamiem”!

„Wszyscy mówią o Jamiem”, Teatr Syrena, 19 września 2026r.

Reżyseria – Agnieszka Płoszajska
Tłumaczenie – Jacek Mikołajczyk
Scenografia – Anna Chadaj
Kostiumy – Emil Wysocki
Charakteryzacja – Daria Skrzypkowska
Choreografia – Michał Cyran
Kierownictwo muzyczne – Tomasz Filipczak
Przygotowanie wokalne – Zuzanna Falkowska
Reżyseria dźwięku – Jakub Niedźwiedź
Reżyseria świateł – Katarzyna Łuszczyk

Jamie New – Kuba Szyperski
Margaret New – Katarzyna Walczak
Pritti Pasha – Dominika Sobol
Ray – Marta Burdynowicz
Hugo Battersby/ Loco Chanelle – Michał Konarski
Miss Hedge – Małgorzata Majerska
Dean Paxton – Jędrzej Czerwonogrodzki
Majka Virgin – Twoja Stara
Wayne New/Dzida Turner – Jeremiasz Gzyl
Wera Le Chic – Łukasz Kamiński
Bex – Dominika Łysakowska
Vickey – Angele Villanueva Jara
Becca – Liudmyla-Aisata Bolli
Sayid – Michał Talar
Levi – Dawid Krasiński
Cy – Bartosz Łyczek

oraz zespół muzyczny Teatru Syrena pod kierownictwem Tomasza Filipczaka

fb-share-icon

Dodaj komentarz