Ciemna strona księżyca – „Wilczy Księżyc”

Zamczysko. Takie miejscowości określa się nieładnie – również słowem na „z”. To może niech będzie… mieścina. Peryferyjna, senna, nudna. Mieszkańcy – w kołowrotku egzystencji z dnia na dzień, zmęczeni, przykurzeni… Sara, córka zabieganych właścicieli miejscowego zajazdu, a także jej przyjaciółka Klara, nie chcą takiego życia. Są młode, pragną się zakochać, czerpać, ile się da, z kolejnych dni, by poczuć pełnię. Tymczasem doświadczają jedynie pełni Wilczego Księżyca, który pojawia się nad Zamczyskiem i przysparza kolejnych zmartwień mieszkańcom. W okolicznych lasach słychać wycie wilków, a do miasteczka ściągają – ni mniej, ni więcej, tylko… wampiry. Sztuk cztery, ale zamieszania robią jak cała wataha. Za nimi podąża polujący na nie Łowca…

Fot. Artur Wacławek

„Wilczy Księżyc” to najnowsza propozycja Teatru Rozrywki (prapremiera 17 października br.), autorski musical wyreżyserowany przez Agatę Puszcz, z tekstem Zuzanny Bojdy i muzyką Krzysztofa Maciejowskiego.
Twórczynie sięgnęły po stale obecną w literaturze i sztuce tematykę związaną z odkrywaniem przez młodych ludzi własnej ścieżki, poszukiwaniem miłości, buntem przeciwko ustalonym, ograniczającym regułom – jak chociażby w nurcie bildungsroman (powieści o dojrzewaniu) i coming-of-age movies. Dodały motywy wampiryczne, na które moda nie mija w zasadzie od czasów romantyzmu, a w ciągu ostatnich kilkunastu lat zainfekowała także książki i filmy młodzieżowe. Spektaklowi patronuje – od czego autorki wcale się nie odżegnują – saga „Zmierzch” Stephanie Meyer: o uczuciu łączącym wyalienowaną nastolatkę i błyszczącego w słońcu wegewampira. Walory literackie tego dzieła są mocno dyskusyjne, ale nie można mu odmówić statusu popkulturowego fenomenu, podkręconego ekranizacją, która swego czasu biła rekordy popularności.
Wymienione elementy czynią „Wilczy Księżyc” potencjalnie interesującym dla odbiorców nastoletnich i tzw. młodych dorosłych – a przede wszystkim do takiej widowni kierują swoją propozycję realizatorzy.
Warto przy tej okazji podkreślić, że spektakle dla i o ludziach młodych to prężnie rozwijająca się gałąź światowego przemysłu musicalowego. Sukcesy na polskich scenach muzycznych odnoszą obecnie rodzime wersje m.in. „Dear Evan Hansen” (w Poznaniu), „Heathers” (w warszawskiej Syrenie) czy „School of Rock” (w Chorzowie).

Tym razem jednak coś poszło nie tak. „Wilczy Księżyc” nie prezentuje poziomu, do którego przyzwyczaił widzów Teatr Rozrywki, jedna z czołowych scen musicalowych w Polsce, której kolejne produkcje są zawsze przygotowywane z najwyższą starannością i dbałością o każdy element.

Zawiódł przede wszystkim scenariusz, raz po raz osiadający na mieliznach i zmierzający w nieokreślonym kierunku (zakończenie jest zresztą dobitnym tego potwierdzeniem). Jeśli miał być postmodernistyczną grą z konwencją, na co wskazują rozmaite popkulturowe tropy, przydałaby się najpierw solidna konstrukcja u podstaw, na której można by je osadzić. Tu jednak zmiksowano bez ładu i składu różne pomysły, co i rusz racząc widzów scenami, które nie mają uzasadnienia we wcześniejszych wydarzeniach.
Nagle w drugim akcie okazuje się, że Sara i jej przyjaciółka komunikują się telepatycznie, o czym wcześniej nikt nie wspomniał. Kim jest Ziemia? Wyrzutkiem małomiasteczkowej społeczności, personifikacją Matki-Ziemi, która się mści? Ale za co? Skąd nagle serce praupiora, które można zniszczyć, przebijając je własnoręcznie zbieranymi promieniami słońca (sic!)? Czy Darek-Drakula jest wcieleniem najsłynniejszego wampira w historii, czy to tylko efektowny pseudonim? A może po prostu w świecie upiorów rodzice lubią nazywać dzieci popularnymi imionami, jak w naszym? Ale wampiry chyba nie mają rodziców? Stop!
Lepiej nie zadawać zbyt wielu pytań, bo mogą zaprowadzić na manowce. A tam… może „wilk cię zje”, jak ostrzega tekst jednego z songów.

Fot. Artur Wacławek

Wątki są naszkicowane pobieżnie, a bohaterowie nakreśleni jedną kreską: cierpiętniczy Darek, romantyczna Sara, żądna przygód Klara, nieufny Łowca, zalęknieni mieszkańcy Zamczyska. Chociaż aktorzy dwoją się i troją, by wydobyć życie ze swoich postaci – nawet tych bardziej martwych niż żywych – brakuje tu reżyserskiej konsekwencji i pomysłu na to, jak je poprowadzić. Toteż niektórzy grają serio, a inni wykorzystują elementy imaginarium charakterystycznego dla filmów grozy, by z lubością z nim poigrać. Ekscentryczna banda wampirów – towarzyszy Darka – toż to prawdziwy mroczny skarb Zamczyska! Piotr Brodziński malowniczo snuje się po scenie jako wyrafinowany i piękny wielbiciel rozkładu, Edward (nomen omen!). Przebojowa, ale w głębi duszy (czy wampirzyce mają dusze?) liryczna Carmilla (nomen omen!), świetnie zagrana przez Paulinę Magaj-Szpak i jej zmienniczkę, Aleksandrę Dyjas, marzy o prawdziwej miłości. No i Kain! Natan Eryk Nogaj w tej roli to prawdziwa etiuda aktorska nadekspresji i uzależnienia od krwi (ach, ten woreczek ze słomką, w jakich sprzedawano w latach 80. oranżadę, wiszący ciągle w kąciku ust!).
Hubert Waljewski jako Łowca jest niczym połączenie nieustępliwego Van Helsinga z agentem Cooperem z „Miasteczka Twin Peaks” – nie rusza się bez kawy, dyktafonu i paru zaskakujących anty-wampirzych gadżetów (oraz szkolnej tablicy, niezbędnej, jak wiadomo, podczas rozwiązywania upiornych zagadek).

Fot. Artur Wacławek

Irena Michalska i Mateusz Sawiel, młodzi, piękni, utalentowani, wokalnie bardzo sprawni, zwyczajnie nie mają czego grać. To, co przeżywają, pozostaje w sferze deklaracji. Widzowie na słowo muszą uwierzyć w uczucie Sary i Darka, bo w dwóch (!) scenach, które im dano, nie dzieje się nic, co pomogłoby uwiarygodnić ich miłość.
Od tekstów piosenek – parafrazując jedną z nich – „bolą kości i włosy”. A szkoda, bo muzyka skomponowana przez Krzysztofa Maciejowskiego jest jednym z jaśniejszych punktów tego spektaklu. Liryczne „Serce” to przykład dobrej poprockowej ballady, której nie powstydziłby się Meat Loaf, a monumentalna pieśń wykonywana przez Ziemię czerpie z klasycznych musicalowych songów.

Skromna scenografia w „Wilczym Księżycu” dalece odbiega od rozbudowanych i pełnych rozmachu projektów, do których przyzwyczaił bywalców Teatr Rozrywki. Na scenie obrotowej znajduje się realistycznie odtworzona amerykańska knajpka – często kręcąca się wokół własnej osi, chociaż nie bardzo wiadomo, jakie to ma znaczenie dla przedstawienia. Samotna kanapa pojawiająca się przed lokalem ma sugerować przeniesienie miejsca akcji do pokoju motelowego. Największym kuriozum jest jednak jasna, abstrakcyjna forma, która w drugim akcie pojawia się nad sceną i ma symbolizować serce praupiora (bo czemu nie?). A że ta próba realistyczno-symbolicznej scenograficznej symbiozy powoduje wrażenie zupełnego braku spójności? Mniejsza o to…

Fot. Artur Wacławek

Potencjał świetnego Rozrywkowego zespołu baletowego nie został w pełni wykorzystany. Zwraca uwagę otwierający spektakl somnambuliczny układ taneczny, a „Wampiriada” z początku drugiego aktu, pomyślana w stylu teledysków Lady Gagi, jest na pewno najciekawszą choreograficznie propozycją (spora w tym także zasługa fantazyjnych kostiumów). Ale np. miejski festyn aż się prosi o porządną zbiorówkę zamiast tego, co jest prezentowane na scenie.

Musical jest formułą niejednorodną i pojemną, jednak by wszystkie zastosowane środki wyrazu mogły w pełni wybrzmieć i współtworzyć fakturę dzieła, potrzebna jest precyzja. Ogólnikowe zapowiedzi, nawet bardzo poetyckie, a także hasła-wytrychy muszą ostatecznie przeobrazić się w konkretny, realizowany krok po kroku plan. Świadomość gatunkowych wyznaczników pozwala je przekraczać i bawić się nimi bez szkody dla ostatecznego efektu. W innym wypadku otrzymuje się… „Wilczy Księżyc”, czyli spektakl, który nie wie, czym ma być. Pastiszem filmowych historii o wampirach? Młodzieżową opowieścią nawiązującą do literackiego young adult? A może jeszcze czymś innym, czego istota, dla mnie niedostępna, kryje się po mrocznej stronie księżyca.

„Wilczy księżyc”, Teatr Rozrywki, 17 października 2025r. (prapremiera), 26 października 2025r.

Reżyseria – Agata Puszcz
Tekst – Zuzanna Bojda
Muzyka – Krzysztof Maciejowski
Scenografia – Szymon Szewczyk
Kostiumy – Iga Słupska
Choreografia – Tobiasz Sebastian Berg
Reżyseria światła – Klaudyna Schubert

Sara – Irena Michalska (gościnnie)
Klara – Alicja Witomska
Darek – Mateusz Sawiel
Łowca – Hubert Waljewski
Mama Sary – Marta Tadla
Tata Sary – Tomasz Jedz
Ziemia – Barbara Ducka
Carmilla – Paulina Magaj-Szpak (17.10.), Aleksandra Dyjas (26.10.)
Edward – Piotr Brodziński
Kain – Natan Nogaj (gościnnie)
Taksiarz – Dominik Koralewski
Lekarz – Paweł Stefan
Policjant – Bartłomiej Kuciel
Elegantka – Weronika Zięba
Kobieta w ciąży – Katarzyna Pawłowska (gościnnie)
Starsza kobieta – Dagmara Żuchnicka
Nauczycielka/Fryzjerka – Aleksandra Karch
Dziewczyna – Laura Łapowuchow
Listonosz – Dawid Pilszek
Robotnik 1 – Łukasz Majowski
Robotnik 2 – Krzysztof Konopka

oraz
zespół wokalny z offu, zespół baletowy i orkiestra Teatru Rozrywki pod dyrekcją Michała Jańczyka

fb-share-icon

Dodaj komentarz